Kategoria

Wiersze, strona 1


Pragnienie
26 stycznia 2022, 20:09

            “PRAGNIENIE”

Gdy w półśnie leżysz pośród leżanki,

samotność w psychice czyni małe ranki,

szczególnie w ciche zmierzchy I poranki.

Nikt nie docenia,

nie słucha twego, samotnego pienia,

gdy w sobie czujesz choć cząstkę lenia.

Szukasz opcji pragnień spełnienia,

by poczuć euforię zaspokojenia,

przez moment zastygnąć w stanie uniesienia,

chwila pracy, ot jakby od niechcenia.

Niby niewiele, lecz, gdy bolą ręce

nogi i dłonie zmęczenie łechce,

gdy oczy zamknięte jeszcze,

lub całe ciało już spać chce.

Co wtedy?

Czy odłożyć pragnienie, co przyszło tak nagle,

gdy suchość czujesz w calutkim już gardle,

gdy język jak pień drzewa stoi,

a w pobliżu nikogo, kto twe życzenie zaspokoi.

Gdy stwierdzasz, że nikt cię pomocą nie zaszczyci,

w ciche zmierzchy i poranki,

wstajesz i wrzucasz esencję do szklanki,

sypiesz cukier, dolewasz wrzątek

by wypić herbatę jako dnia początek.

 

A gdzie czas na miłość.
26 stycznia 2022, 20:05

A gdzie czas na miłość ?

Poranek w naszym kraju,

świadomie w pędzie,

makijaż w tramwaju

biegiem – dwie chwile oszczędzę.

A gdzie czas na miłość ?

Dnia trzy ćwierci w pracy,

trzeba zarobić drodzy rodacy,

chociaż się starasz, nic nie poradzisz,

gdy jeszcze zmęczenie chce z czasu ograbić.

A gdzie czas na miłość ?

Do domu, czy serce się raduje ?

Szum miasta niczym karuzela

w Twej głowie wiruje.

Zimna kolacja i telenowela.

A gdzie czas na miłość ?

Szybki seks i spać,

czy to znaczy kochać ?

Jutrzejszy, zwyczajny dzień

zbliża się niczym złowrogi cień.

A gdzie czas na prawdziwą, poetycką miłość?

Serce
26 stycznia 2022, 20:02

„SERCE”

Miłość

         i złość.

Podniecenie -

         rozgoryczenie.

Życie i śmierć,

         cofnięta pięść.

Każde wspólne hurra

         i codzienna awantura.

Czystość dziewictwa,

         zbereźne ohydztwa.

Smutek

         na skutek ...

Nieumierająca wiara

         i za zdradę kara.

Wszystkie barwy tęczy

         i czerń, która oczy męczy.

Słodki dzieciństwa smak

         i starości niespokojny ptak.

Niezapomniana barwa ust

         i haniebny trzepot białych chust.

Sentymentalne przeżycie ukryte na dnie

         i twórcza kąpiel w gorącej wannie.

Zgodny z muzyką, dźwięczący orgazm

         i płacz, gdy bliski ostatni wydaje spazm.

Morze ognistej krwi

         i zapach jej brwi.

To wszystko w jednej przestrzeni tkwi.

Jedyny, prawdomówny organ człowieczy,

co nigdy nie skłamie i nie zaprzeczy.

To Serce! Bogate w płonące uczucie

i wrzeszczące w nim chucie

przypomina o sobie niczym odcisk w bucie.

Nieuniknione sprawy
26 stycznia 2022, 17:51

 

„Nieuniknione”

 

Po cichutku ... na paluszkach. Zimny powiew na skroniach.

W twoje kroczy strony.

Najczarniejsza siostra nocy

by zgasić twe światło

władczą ręka mocy!

 

I nie pomoże pot strachu w ramionach.

Nie próbuj uciekać … i tak cię dogoni,

zatrzyma dech w piersiach.

Nieistotny planów twych natłok,

gdy bieg wyłączy pędzącego serca!

 

Zostaną tylko korony na tronach,

gdy niczym Makbet powie: „Chodź, tam już czekają Oni.

Ci, którzy swoje przeżyli już wieki

wieczny piją nektar, wieczne spożywają jadło.

Już czas...Raz,raz...Zamykaj powieki...”

Poezja
26 stycznia 2022, 17:50

 

„Poezja wczoraj i dziś”

 

Poezja wczoraj i dziś, pomimo mijających lat

według równorzędnego rządzi się modelu,

bo fortuna i szczęście na życiową wagę po równo nałożą,

jednym literacki talent, innych obdarzą urodą.

 

Budując posąg by trwalej niż ze spiżu stał

barwnie zapełniamy kartki papieru,

składamy slowa, metafory tworząc,

najzacniejszą się bawiąc liryczną melodią.

 

Choć ślad dawnych wieszczów latami się zatarł,

chcemy jak Słowacki oraz innych wielu

nadzieję dawać bliźnim, sercami dzieła mnożąć

by nowego były podwaliną świata, a nie parodią.

 

Lecz prawdą jest, że przyrodę zimową opiewając porą lub w środku lata,

wszyscy pilnują by tantiemy podniosły majętność w portfelu

i choć pseudoartyści krytyką pustą ma twórczość obłożą

powiem im, że w drodze do sławy, depczą się niczym bydło za zagrodą.

 

Nie walczymy już o wolność ulotną jak wata,

nie walczymy z cenzurą niczym w mrokach PRL-u.

Walczymy ze sobą. Patrzę na to przez palce i patrzę ze zgrozą,

że jednak  najmędrszy sędziwy starzec z długą, siwa brodą.

 

Marzenie mnie otula niczym lniana szata,

że gdy jedni powiedzą: „Ty stary pierdzielu!”,

inni me nazwisko wśród największych złożą,

wśród ginących Baczyńskich, nie pędzących za karą ani za nagrodą.